Zmęczenie.

Jak teledysk minął wczorajszy dzień. I sama przyznaję się przed sobą – dokładna w nim nie byłam. Sił mi zabrakło o poranku, by wstać. Czy warto się tak nadwyrężać? Na razie tak. Nie ma wyjścia, bo raczej mąż nic w tym kierunku nie zrobi. A przecież życie staje się coraz to bardziej uciążliwe pod względem finansowym. Nie jest nam łatwo. Mnie też nie. Ale ja się zwyczajnie nie poddaję. Staram się jak mogę. Choć przez małą chwilę dam z siebie więcej niż zazwyczaj. Ma to swoje plusy. Zapomniałam o tych, których nie ma, a obiecali być. Już nawet nie sprawdzam poczty czy ktokolwiek odpowiedział mi na mail. Kiedyś jeszcze odpowiadali. Teraz już nie.

Mało mnie tylko dla naszej córki. Ja wiem, że ona wspiera mnie jak może, rozumiejąc całą tę sytuację. Jednak mam wyrzuty sumienia, iż tak mnie dla niej mało.

Zmęczona jestem troszkę. Wiem, że muszę zregenerować siły. To bardzo ważne. Bo nie pociągnę tak długo.

 

Opublikowano Codzienność | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Zmiany

…Teraz najważniejszym dla niej stał się plan na najbliższe tygodnie. Plan działania, życia, przetrwania trudnych chwil jakie mogły nadejść. Najważniejszym stało się ułożenie tak wszystkich spraw, by dni stały się w miarę poukładane i spokojne. Zmiany na spokojne życie dobrze jej zrobią. Dobrze o tym wiedziała…

 

Weekend przeleciał szybko. To mój ostatni weekend, jaki miałam w takiej całości wolny. Na razie tak postanowiłam. Postanowiłam ratować mały rodzinny, wspólny interes. Miałam niecały miesiąc na przyjrzenie się temu co działo się w naszym miejscu. Zmiany będą drastyczne ale wyjścia nie ma. Należy mocno zacisnąć pasa i zaoszczędzić na materiałach, by wyjść choć na mały plus. Korzystanie z wszystkiego jak popadnie, nawet z materiałów przeznaczonych do wykonywania planowanych zadań na swój własny użytek… nieprzestrzeganie porządków, ba – nawet niszczenie urządzeń jak dla mnie to po prostu jeden wielki przewał. Nie wspomnę już o lewiznach wykonywanych w firmie i nie wpisywanie ich w grafik, że takowe w ogóle nastąpiły. Najbardziej uderza też to, że działanie na szkodę firmy jest aż tak widoczne i nikt z tym nic nie zrobił. Wpisywanie tańszych zadań i wykonywanie droższych… to był gwóźdź do trumny… czara goryczy się przelała…

Wprowadzone zmiany w zasadzie będą obowiązywały od dziś. Wejdą pełną parą od 1 września i nic mnie to nie obchodzi. Chcę to miejsce postawić na nogi!!!

Muszę jeszcze z Małą wskoczyć przed pracą do lekarza. Ma zaległe szczepienie… no i muszę załatwić zwolnienie na kolejny rok z w-f. Jej wada wzroku raczej nie będzie się jeszcze poprawiać a przy takich dioptriach jak rozmawiałam z dyrektor szkoły nikt za nią nie będzie brał odpowiedzialności, gdyby coś się stało. Już miała palec w gipsie i zwichniętą kostkę, bo zwyczajnie nie widziała piłki jaką jej podawano. Chwila nieuwagi i pozamiatane.

Wczorajsze spotkanie rodzinne dało mi wiele radości. Tak długi czas tego nie miałam. Człowiek nie doceniał tego co ma. Dopiero gdy wyjechaliśmy… teraz na szczęście jesteśmy już u siebie… i wiem co jest najważniejsze…

Opublikowano Codzienność, Przemyślenia | Otagowano , , , , | Skomentuj

Życie na odległość.

Miał przyjechać do niej po dość długiej nieobecności. Gdzieś tam w podświadomości jej tkwił niepokój ale szybko go zgłuszyła, tak by jazgot jakiś w sercu nie powstał.

Czekała więc. Odliczając dni i godziny. Kupiła sukienkę, zrobiła wszystko by wyglądać jeszcze piękniej niż zazwyczaj. Jej twarz jeszcze mocniej promieniała niż dotychczas. Sukienka tak pięknie na niej wyglądała. Wyczekiwanie. Godziny i minuty.

Jest.

Przyjechał. Jej i tylko jej, wspaniały jak zawsze. Przystojny… pachnący. To on. Ten, który na wiele lat zawładnął jej sercem, które teraz drgało z radości na jego widok. Jeszcze nic nie zauważyła. Dopiero po kilkunastu godzinach… stał się obcym, innym, dalekim, błądzącym gdzieś poza ich miejsce.

Zrozumiała. Przecież dokładnie znała ten jego stan…

Znów walczyć? Znów przechodzić przez to samo? Znów wkładać siły ponad wszystko, tylko po to, by byli razem? Ona nie miałam już na to siły. Tak bardzo chciała, by to choć raz on postarał się za nich dwoje. Choć raz jeden, jedyny. Wiedziała wtedy dobrze, że to już nie ma sensu. Tylko co powie jej serce? Zasnęła.

Gdy rankiem przebudziła się o świcie, zapragnęła miłości. Nie takiej fizycznej. Zapragnęła tak bardzo mocno być kochaną, chcianą, uwielbianą. Zapragnęła prawdziwej miłości. Gdzie dwoje ludzi cieszy się sobą, każdą spędzoną chwilką, życiem, staraniem się dla drugiego. Gdzie wzajemność jest taka normalna. Zapragnęła tak mocno ciepłych ramion, bo zrozumiała, że właśnie do tej pory była silną. Tyle lat. Tyle czasu. Teraz przestała nią być. Odezwała się jej kruchość, delikatność, uczucia. Wiedziała dobrze, że mimo tego pragnienia, jest już za późno. Czas minął. Dla niej na pewno. Szanse na jej pragnienia wygasły dawno.

Musiała nauczyć się żyć z tym wszystkim. Tylko jeszcze nie wiedziała jak. Nie była jedyną. Przecież wielu takich jak oni przegrało z tym samym.

Z życiem na odległość.

Opublikowano Miłość | Otagowano , , , | 1 komentarz

Jak co dzień…

Dzień niczym nie wyróżniał się od poprzedniego. Współpracownica rezygnuje z pracy, by pojechać do chłopaka do Francji na rok. A mnie jest przykro. Dziewczyna jest konkretna. Szkoda, że wyjeżdża. Dobrze mi się z nią pracuje. Teraz przyzwyczajać się do kogoś nowego? Ciężko będzie. Na razie przejmuję wszystkie zabiegi koleżanki i pociągnąć chcę to sama.
Rok szkolny zbliża się nieuchronnie. Nie mamy jeszcze zakupionych książek, ćwiczeń. Kosztuje to mnie niewiarygodną kwotę. Muszę dziecko moje już dorastające ubrać. Kolejny wydatek.
Moja gimnazjalistka dorasta i nie jestem w stanie ogarnąć, że tak bardzo stała się samodzielna i odpowiedzialna. Nie mogę chyba pogodzić się, że dorasta i nie będę jej już potrzebna tak bardzo jak kiedyś.

Czekam wciąż ślepo na pewien mail, który pewnie nigdy nie przyjdzie. Wiem, że nie przyjdzie, a jednak wciąż ślepo wierzę, że dostanę go. I po co?

Opublikowano Codzienność | Skomentuj

Samotność czy sama ale nie samotna???

Motet, jak co poniedziałek pojechał do pracy. Cóż w tym dziwnego? Ano to, że jego dojazd do pracy to 200 ponad km i wraca piątkową porą. Tęsknię. Choć nie wiem czy bardziej za nim czy za tym przyzwyczajeniem iż zawsze był. Tyle lat razem, a nagle okazuje się, że ja zostanę z Ariettą sama. Przyzwyczajam się do tej roli kobiety z jeszcze większą siłą, która naprawdę musi sobie poradzić nawet w momentach najbardziej trudnych. Więc radzę sobie. Innej opcji dla siebie nie widzę. Łączę ciężką pracę z domowymi obowiązkami oraz wychowaniem Arietty. Zważywszy na to, że ja Rapsodia jestem jak wicher i huragan, żywiołowa i jednocześnie zmienna, idzie mi to jak na razie doskonale.

Samotność w tygodniu, gdy zaczyna mi doskwierać niesie za sobą wiele wspomnień i przemyśleń. Nie koniecznie są to wspomnienia związane z nami. Tak jak wczoraj wieczorem zatopiłam się w myślach o ludziach, których już nie ma. Na dodatek mocno przekonałam się, tak do końca, że przecież tak naprawdę z tych dawnych znajomych, przyjaciół i tych co zawsze obiecywali być już nie ma. To może doskonały moment na to, by wreszcie zastanowić się nad sobą i zacząć od nowa? Hmm… przecież od nowa to ja już zaczęłam. Zaczęło się nowe. Mimo samotności odczuwanej, robię wszystko by czymś się zająć. Zajmuję się wszystkim co przynosi mi radość. I tym sposobem pozbywam się tych niechcianych już od dawna emocji i odczuć. Za wiele ich było. Za długo tkwiłam w tym co tak mnie dobijało. Samotność czułam tak mocno, że potrafiłam zrobić wszystko, aby jej nie odczuwać. Nawet podjąć złe decyzje, których dziś się wstydzę. Chciałam poczuć szczęście. Szukałam go. Aż któregoś dnia zrozumiałam, że szczęścia się nie szuka, ono jest we mnie. Szukając kaleczyłam innych… a przede wszystkim okaleczyłam siebie samą.

Tak… chyba te słowa są prawdziwe : jestem sama, ale nie odczuwam samotności. Tak… właśnie teraz, w tym momencie sobie to uświadomiłam. Samotność więc? czy sama ale nie samotna…? Chyba to drugie… tak…prawie na pewno.

 

Za oknem świat się popłakał. W pracy nudy. Nikt nie przychodzi od dwóch godzin. Nawet nie wiem czy nie będzie tak do końca dnia. Motet pewnie zaraz zadzwoni. Do Arietty zadzwonię za moment… i tak pociągnie się ten dzień… jakoś nijak a jednak … nadzwyczajnie. Bo jakoś nauczyłam się też dostrzegać z najbardziej złej sytuacji plusy.

Opublikowano Codzienność, Przemyślenia | 8 komentarzy

Dziwnie.

Ludzie, którzy byli. Już ich nie ma. Nawet nie jestem w stanie dowiedzieć się co u nich. Nie wiem jak żyją i co robią. Wspominam ich często. Pogodzona jestem jednak, że byli w życiu moim tylko na moment, by w jakiś sposób zmienić moją drogę życia i spojrzenie na nią.

Dziś jednak odczułam jak bardzo brak mi ludzi. Tak… oni zwyczajnie są. Wszędzie. Ale Ci ważni… już ich nie ma i nie będzie. Co gorsza od wielu miesięcy nie ma tak naprawdę nikogo. Sama tego chciałam. Uciekałam jeszcze tak niedawno od ludzi i przebywania z nimi. Robiłam wszystko też by co niektóre osoby znienawidziły mnie. Udało się. A teraz? Teraz zabolało, gdy czytałam w codziennych sprawach, że mnie nie ma i nigdy nie było w życiu pewnej istoty ludzkiej. Nie chodzi o podziw czy oklaski. Chodzi o to, że byłam… wspierałam…teraz mnie nie ma. Zabolało ale… jakbym była już przyzwyczajona. Jestem przyzwyczajona.

 

Jakoś mi teraz dziwnie. Bardzo… dzień się kończy. Prześpię tę dziwnotę. Jutro jest kolejny dzień. Zawsze o poranku można zacząć jeszcze raz.

Opublikowano Codzienność, Wspomnienia | Otagowano , , | 1 komentarz

Poniedziałkowy start

Ten mój start poniedziałkowy kojarzy mi się od jakiegoś czasu z wielką zemstą Morfeusza, który nie chciał objąć mnie w niedzielny, późny już wieczór, swoimi ramionami. Nie pozwolił na sen. Sen przychodzi późno, a poranek o 4.55 staje się jakimś niedorzecznym czasem. Wstać musiałam. Połowa serca wyjeżdża o 6.00 do pracy. Podła pora. Nie dosypiam. Połowa serca ma gorzej. Musi dojechać do firmy w ciągu 2-3 godzin. Wróci w piątek, jak wielu naszych sąsiadów, którzy poszukali pracy gdzieś z dala od domów. Tu tej pracy nie ma dla nikogo. Od 5 rana próbuję dojść do siebie, po nieludzkiej pobudce budzika. Zmarzłam tej nocy. Mimo iż sierpień tego roku jest piękny, noce przypominają już powolutku, że jesień nadchodzi.

Mogłabym napisać, że jest to cena za szczęście jakie w sobie od jakiegoś czasu mam. Ale nie napiszę. Bo sama tego chciałam. Sen jest tylko snem. Do nadrobienia. Nie chciałam umierać w miejscu obcym i dalekim. Umierałam przez wiele miesięcy. Wróciłam. Tu żyję, paradoksalnie dostałam tu pracę, funkcjonuję, nie dosypiam, odczuwam podłe zmęczenie, tęsknotę… ale za to jestem szczęśliwa.

Szukałam miejsca dla siebie. Okazało się, że ono było. Szukałam za daleko. Gdy wróciłam z poszukiwań, znalazłam to miejsce. Moje, stare, utarte wspomnieniami miejsce. Miałam je cały czas. Pewnie człowiek by się o tym dowiedzieć musi zbłądzić i doświadczyć najgorszego. Wraca w miejsce i kocha je, choć tak niedawno nienawidził go.

Totalna wariacja. Zlepek. Zlepki różne, zależne od siebie.

Ja.

Opublikowano Codzienność | Otagowano , | Skomentuj